13 sierpnia 2015

Dlaczego fajnie jest być kelnerką?


Może nie zawsze jest różowo. Czasem wracam do domu przed 4 rano. Ale gdybym miała szukać teraz nowej pracy, to chciałabym być KELNERKĄ, bo żadna praca dla dorosłej od miesiąca dziewczyny nie ma tylu plusów.

KONTAKT Z JĘZYKAMI OBCYMI
Rok temu chodziłam na intensywny kurs angielskiego. Codziennie po 2 godziny - gramatyka, słówka, konwersacje. Czy coś z niego pamiętam? Tak, umiem nazwać ekstremalne dyscypliny sportowe. Czy kiedykolwiek mi się to przydało? Tak, na lekcji angielskiego, gdy przerabialiśmy ten sam temat.

Pracuję w samym centrum miasta. Do restauracji codziennie przychodzą zagraniczni turyści. Czasem wszystkie stoliki zajęte są przez Niemców. Innym razem mogę szukać różnic między poszczególnymi rasami, albo zastanawiać się, czy latynosi faktycznie są przystojni. Ale przede wszystkim muszę się z tymi ludźmi dogadać. I nie ma, że bariera językowa; że robię błędy, więc się wstydzę. Oni są głodni, więc muszę mówić. I tyle.

Jakiś czas temu próbowałam sama uczyć się włoskiego dzięki gotowemu kursowi na Memrise. Teoretycznie umiałam 150 słówek i zwrotów. Praktycznie, gdy przyszli Włosi i chcieli rozmawiać w swoim języku, popisałam się bardzo logicznym ciągiem zdań:
"Buongiorno. Vorrei del vino. Mi chiamo Marta. Non ho caldo. Meravigilioso."*

Ta godna pochwały wypowiedź zmobilizowała mnie do powtórzenia sobie podstaw języka. I kolejnego dnia zrozumiałam już, gdy para Włochów zamówiła "duo piccolo nero caffe" (piszę z pamięci, nie potrafię odmieniać), a nawet poznałam 4 określenia na słowo "pyszne". Chyba rzeczywiście im smakowało, bo wrócili po kilku godzinach i zamówili to samo.

Przełamałam się nawet i nauczyłam najważniejszych słów po francusku. Restauracja, w której pracuję ma "France" w nazwie, dlatego odwiedzający ją Francuzi są zdziwieni, że nie potrafię mówić w ich języku. Tak jak ja jestem zdziwiona, że większość francuskojęzycznych osób, z którymi miałam kontakt nie potrafi spytać mnie o imię, ani zrozumieć pytania: "Where is Primark?".

SŁÓWKA
Muszę sobie odświeżać wiele słówek, ale zdecydowanie bardziej potrzebnych niż "tubing" czy "parachutnig", bo dotyczących bardzo ważnej strefy życia, czyli JEDZENIA :) Przy okazji dowiaduję się, że nie ma niemieckiego odpowiednika "tarty", ani angielskiego "bakalii". 

ALKOHOLE
W tym temacie wiedzę mam słabą, a doświadczenie beznadziejnie. Jeszcze duuuuużo nauki przede mną, ale zaczynam rozpoznawać, jak podawać niektóre rodzaje alkoholi, gdzie należy wrzucić kostki lodu, a gdzie absolutnie nie, jak zrobić aperol spritz i w końcu wiem też, jak wymawiać "mojito" :D

KAWA
To taka moja mała miłość. Uwielbiam jej smak i działanie, ale staram się jej nie pić codziennie, bo potem mój organizm się przyzwyczaja i wyraża tęsknotę sennością i bólem głowy.
W lokalu, w którym pracuję, można zamówić kawę na 30 sposobów. Marzyła mi się praca w kawiarni, w której sama będę mogła robić kawę i jeszcze rysować na niej takie ładne wzorki. Ale nikt mnie nie chciał przyjąć do pracy na miesiąc, bez doświadczenia.


DOŚWIADCZENIE
No właśnie, jakoś zdobyć je trzeba. Ta praca to już 4. pozycja w moim CV. Reszta nie rzuca na kolana, ale ciężko było znaleźć zatrudnienie przed osiemnastką. Lepsze doświadczenie we Fresh Markecie, niż żadne.
A mi szczególnie zależy na słowie "kelnerka" na tym papierku. Szukając pracy byłam w kawiarniach i knajpkach, które mnie zachwyciły swoim wystrojem, klimatem, czy polityką. Jestem pewna, że za rok na pewno łatwiej będzie mi dostać pracę w miejscu, które sama sobie wybiorę. Nawet jeśli nie będzie ono w Polsce.

ZAROBKI
Chociaż mam tylko 8 zł na godzinę i połowę z napiwków, to i tak zarabiam więcej niż gdybym pracowała w sklepie, lodziarni, call center, czy rozdawała ulotki. Wydaje mi się, że nie da się znaleźć lepiej płatnej pracy w tym wieku, bez znajomości. Inna sprawa, że w mojej konkretnie restauracji pracuję rzadko, co kilko dni. Taki mamy grafik...
A jeszcze inna, że zrobiłam się rozrzutna :D

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta Maria Petronella (@petronellcia)

INSPIRACJA
Patrzę na te wszystkie kawy, drinki, lemoniady, świeżo wyciskane soki, pięknie podane potrawy (nawet zwykłe tosty) i chcę je mieć. Choćby po to, żeby zrobić zdjęcie na insta :D
Potem patrzę na ceny i przeliczam na godziny, które muszę spędzić biegając z tacą w upale. A potem zastanawiam się jak to zrobić, wracam do domu i po prostu to robię. Płacąc za składniki 6 razy mniej, niż za gotowy produkt w restauracji. 

W końcu robię przyzwoite latte, eksperymentuję z frappe i herbatami mrożonymi. Nawet kupiłam sobie ładną szklankę do soków. I marzę o kruszarce do lodu, żeby robić mojito i wypasione lemoniady.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta Maria Petronella (@petronellcia)

FAJNIE JEST POPATRZEĆ NA MIŁOŚĆ
Zaczynam w nią wierzyć, gdy widzę małżeństwa z 30 letnim stażem, które przez całą kolację patrzą sobie w oczy, albo ok. 60-letnią parę, która trzyma się za ręce i chce śpiewać razem z telewizorem. A już w ogóle najpiękniejszym widokiem jest, gdy żona przychodzi z mężem oglądać mecz i gdy on pije piwo i nie może wyjść z podziwu dla Messiego, a ona... zasypia na jego ramieniu. Miły też jest widok rodzin z dziećmi, które proszą o dodatkowe rurki do napojów; par nastolatków uśmiechających się do siebie nieśmiało i dużych, hałaśliwych włoskich rodzin. Ludzie to najpiękniejsze i najciekawsze istoty na świecie!

NIE ROZLENIWIAM SIĘ
Wolne od szkoły = milion planów i pomysłów. Część nawet spisuję na kartce, o której potem zapominam i drogocenny wolny czas marnuję przed komputerem. Potem coś jem i robię się senna. Nie mam na nic siły, ani ochoty. Tylko co chwilę sprawdzam, czy nie mam nowych powiadomień. Rozleniwienie jest straszne, ale niestety nie raz mi się zdarzało, gdy miałam za dużo wolnego. A teraz nie mam, bo pracuję. Co prawda - niecodziennie, ale dzięki temu mogę korzystać z wakacji - spotykać się ze znajomymi, oglądać filmy, załatwiać sprawy, na które nie miałam czasu w roku szkolnym, eksperymentować w kuchni, robić porządki, czytać książki, ćwiczyć, robić prawo jazdy, uczyć języków, fotografować itd. Głupio mi marnować czas, podczas którego nie muszę biegać w upale między stolikami. Bo praca kelnerki - chociaż ma wiele zalet - jest stresująca i męcząca.



CHUDNĘ
To się wiąże z punktem poprzednim- nie leżę w łóżku do 12 i nie chodzę cały dzień w piżamie zastanawiając się co robić, tylko chce mi się biegać i jeździć na rowerze, Poza tym w pracy nie jem, bo nie mam na to czasu, ale też ochoty (!). No i 8 godzin na nogach też można podciągnąć pod jakiś trening.

WDZIĘCZNOŚĆ
Doceniam każdą godzinę, której nie spędzam w pracy. Doceniam mój pokój, w którym jest chłodno; łóżko - w którym mogę odpocząć; nawet chwile, w których siedzę przy biurku (bo w pracy nie siedzę w ogóle). Najpiękniejszym momentem w ciągu dnia jest ten, gdy zdejmuję zapaskę, wychodzę, rozpuszczam włosy, siadam na rower i przejeżdżam przez kurtynę wodną. O 3 w nocy, na podświetlonym, ale pustym Rynku. 



*"Dzień dobry. Chcę wino. Nazywam się Marta. Nie jestem gorąca. Cudownie."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...