22 października 2013

"To nie są góry, dla takich grubasów, jak ja"



-Ładna pogoda. Jedziemy w góry?
-Pakuj się, za 15 minut w samochodzie.

Jak to dobrze się ze sobą zgadzać :)   
Na cel bierzemy mało wymagające Góry Stołowe, by nawet mały Staś mógł sobie pochodzić. 


Po drodze zatrzymujemy się w Wambierzycach. 
Całkiem ładna miejscowość 
Z całkiem ładnym kościołem (ten żółty w tle) 




w którym jest całkiem ładna ambona
I całkiem ładną, acz zniszczoną drogą krzyżową, składającą się z 76 (!) stacji.


pałac Heroda
ostatnia wieczerza
Pokonujemy krętą i stromą drogę, aż dojeżdżamy do Parku Narodowego Gór Stołowych. Nie ukrywam, że to jedne z moich ulubionych gór. Mało chodzenia pod górkę, za to ładne widoki i ciekawe skały. Zgadywanie co przedstawiają, podpieranie ich, a nawet próba rozkołysania kilkudziesięciodniowego głazu sprawia radość nawet młodym, niewidzącym świata poza grami chłopcom. Ale prawdziwym szczęściem napełnia przeciskanie się przez szczeliny między skałami. To właśnie od nich pochodzi nazwa szczytu- Szczeliniec.


Narnia



schody, dużo schodów :(


A na koniec spełnienie mojego małego kulinarnego marzenia. Oscypek z gór <3



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...