9 sierpnia 2014

Bezrobocie, ale czy brak roboty?


Naprawdę dziwię się bezrobotnym. Od tygodnia bardzo intensywnie szukam pracy i widzę, że ofert jest mnóstwo! Wystarczy przejść się po wrocławskim Starym Mieście. Co czwarta restauracja potrzebuje kogoś na zmywak, albo kelnera; bardzo dużo sklepów poszukuje kasjerów, albo ludzi do wykładania towaru. Mówię tu o najprostszych pracach, niewymagających wykształcenia, ani doświadczenia. Jasne, pieniędzy z tego niewiele, ale czy nie lepiej zacząć w końcu na siebie zarabiać, niż żyć na łasce państwa i podatników? Podnieść standard życia chociaż o te kilkaset złotych.

Okej, pewnie niektórzy pomyśleli "Łatwo jej mówić. Mieszka w mieście". Ja chcę tylko zawiadomić, że praca jest. A w życiu trzeba ryzykować. Może wynajem pokoju za 400 zł i podjęcie pracy w markecie pozwoli opłacić kurs językowy, albo zawodowy, dzięki któremu łatwiej będzie znaleźć lepiej płatne zajęcie?
Nie chcę nikogo oceniać, ani się wymądrzać. Ludzie mają przeróżne doświadczenia życiowe. Wydaje mi się, że jednak dla większości znalezienie pracy nie powinno być problemem. Nawet dla uczniów, studentów i niepełnosprawnych. Zauważyłam nawet, że do takich prostych robót, takie osoby są zatrudniane bardzo chętnie, bo w przypadku tych pierwszych pracodawcy nie muszą opłacać składek na zus, a drugich- dostają dofinansowania.

Niepatriotyczne z mojej strony będzie wspomnienie o jeszcze jednym. Praca za granicą. W Niemczech, Belgii, Holandii, krajach Skandynawskich, czy na Wyspach najniższa płaca minimalna jest około 4 krotnie wyższa niż w Polsce. Za rok, będąc teoretycznie dorosłą spróbuję przez część wakacji pracować na zachodzie. Póki co będę wspomagać polską gospodarkę, bo jak się okazuje, nie niepełnoletność jest największym problemem przy szukaniu pracy. O tym w kolejnym wpisie.

4 komentarze:

  1. Akurat do tego tematu podchodze inaczej i bardziej sceptycznie niz ty. Tak się składa,że ten problem dotyczy jednej osoby, którą znam. Kurs językowy może troche pomógł, udało się znaleźć pracę na jakiś czas. Ale tylko na pewien okres czasu. Teraz nie ma żadnej.I to nie jest na zasadzie,że nie chce jej sie iść do pracy, tylko po prostu nie może niczego znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za pokazanie mi tego z innej strony. Ja po prostu napisałam o swoim spostrzeżeniu, że przeglądając gumtree i idąc przez miasto zobaczyłam bardzo, bardzo dużo ogłoszeń typu "zatrudnię". Zdziwiłam się, że dla wielu wykształcenie, ani nawet języki nie były tak ważne, jak teraz wszyscy o tym mówią. Naturalnie nie były to jakieś bardzo ambitne zajęcia, ale utrzymać się z nich da.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zgadzam się z Tobą. Napisałaś, że są oferty pracy i owszem masz rację. Jednak czy ludzie po studiach (tyle lat ciężkiej nauki) chcą pracować (wykonywać ciężką pracę fizyczna) w sklepie, czy jednak wykonywać coś związanego z zawodem? Bezrobocie jest, bo nie ma pracy dla ludzi po studiach, nie dlatego że nie ma jej wcale. Jeśli ma się dużą rodzinę, to ciężko utrzymać się z pensji sprzedawczyni, a taka praca jest mecząca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widać, że masz naście lat. Pewnie, że jakakolwiek praca jest. Choć to akurat tylko w większych miastach. Na prowincji i praca przy kasie wymaga znajomości. Ale zmywanie naczyń to nie jest coś, co człowiek chce robić całe życie. Bo nie po to się kończy studia na przykład prawnicze czy filologiczne, żeby zmywać gary. Brak składek ZUS też jest postrzegany jako plus tylko do dwudziestego któregoś roku życia. Potem, kiedy zabraknie innych źródeł ubezpieczenia, zaczynamy się martwić, a co się stanie, kiedy potrąci nas samochód. Że już nie wspomnę o takich fanaberiach jak rodzenie dzieci. I jak długo można mieszkać w pokoju wynajmowanym za 400 zł (trochę tanio, w Warszawie to tylko z kimś na spółkę)? Do trzydziestki? Ludzie ciągle chcą łączyć się w pary, zakładać rodziny, mieć dzieci, kupować mieszkania. A do tego potrzeba troszkę więcej niż pensji kelnerki. Zresztą nie ma sensu tłumaczyć, podrośniesz, to sama się przekonasz. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...