14 października 2014

"Bogowie". Ekspert od problemów sercowych


Kategoria "film" w blogosferze stała się ostatnio monotematyczna. "Miasto 44" i "Bogowie". Oba polskie. Który wybrać?
Wciąż nie odzyskałam zaufania do filmów wojennych po "Kamieniach na szaniec". Profesora Religę kojarzę z czasów, gdy namiętnie oglądałam programy publicystyczne. Był ministrem zdrowia i wypowiadał się na temat ptasiej grypy. Nie pamiętam dlaczego, ale stwierdziłam, że nie lubię tego "dziadka".

Miałam już legalne konto na facebooku, gdy scrollując setki kwejków oraz głębokich wpisów i cytatów wrzuconych przez innych gimnazjalistów, mój palec wskazujący odmówił pracy.


Pomyślałam, że jednak go lubię.

Film o panu, o którym prawie nic nie wiem. Dużo papierosowego dymu i zakrwawionych serc, choć wątków romantycznych i melodramatycznych prawie brak. A mimo to wybieram się do kina, choć to nawet nie jest poniedziałek, kiedy bilety kosztują 11 złotych. Ryzykuję czas pieniądze i przeziębienie, bo w sali kinowej zazwyczaj mi zimno. Przynajmniej mam się do kogo przytulić.

Gasną światła. 
Na ekranie pojawia się prawie dwumetrowy Tomasz Kot. W niczym nie przypomina mi dziadka, którego pamiętam z telewizji. Zdecydowanie kroczy w fartuchu chirurgicznym. Pewny siebie. Twardo dąży do celu. Chyba nie wypada mi pisać, że "po trupach". W tamtych czasach, w Polsce kwestia przeszczepu serca była równie kontrowersyjna, jak dziś eutanazja. Doktor Religa pali, pije, przeklina, awanturuje się, łamie prawo i ratuje ludzkie życia.


Film trwa prawie dwie godziny. Żadnej minuty nie uważam za zbędną. Pierwsza pokazana operacja byłaby dla mnie kolejną typową sceną z sali operacyjnej: "dwieście, skalpel, nożyczki, sto, tracimy ją, podaj adrenalinę". Nie zrobiłaby na mnie żadnego wrażenia, gdybym chwilę wcześniej nie poznała małej Ewy i jej misia.
Dialogi również nie są przydługie, do tego zabawne i niebanalne. Wyjątkowo nie przeszkadzają mi wulgaryzmy. Potęgują emocje. A ich w filmie nie brakuje. Przecież główny bohater próbuje dokonać niemożliwego. Tytuł nie jest przypadkowy. Nikt nie wierzy w powodzenie przeszczepu. Doktor musi pokonać wiele przeszkód. Choćby zaopatrzyć klinikę w coś więcej, niż tylko łóżka, bo "z samymi łóżkami to my możemy burdel otworzyć".

Środków unijnych brak. Przecież to lata 80. Nie było mnie wtedy na świecie, ale scenografia przybliżyła mi czasy PRLu. Religa jeździ zielonym trabantem, pali czerwone Camele i pije kawę w szklankach w plastikowym "nosidełku", jakie widziałam u babci. Plan jest często zadymiony przez papierosowy dym, tak jak w "Czterdziestolatku". "Panie kolego" też już słyszałam w filmach, które czasem oglądam z rodzicami. Jest klimat. I tym razem tworzy go przede wszystkim scenografia i aktorzy, nie muzyka. Zupełnie nie zwróciłam na nią uwagi. Dopiero końcowy utwór kazał mi poczekać i sprawdzić, kto odpowiada za oprawę muzyczną.


Pewnie się powtarzam: Nie lubię polskich komedii. Bawią mnie tylko te, nakręcone w PRLu. A inne krajowe filmy? "Bogowie" to kolejny polski film, po "Chce się żyć", którym jestem zachwycona. Z chęcią wybiorę się na kolejną produkcję, której akcja odgrywa się 30 lat temu.

3 komentarze:

  1. Przepraszam za dygresyjny komentarz, ale od jakiegoś czasu fascynuje mnie możliwość normalnego porozmawiania z ludźmi prawie dziesięć lat młodszymi ode mnie (w końcu niedawno byliście dzieciakami, nie było o czym rozmawiać :P) i porównania wspomnień. Dlatego z prawdziwą przyjemnością przeczytałam, co pamiętasz o Relidze. Ja też pamiętam go bardziej jako polityka, był ministrem zdrowia zdaje się wtedy, kiedy byłam w liceum. Za to całkiem dobrze pamiętam jego śmierć. Byłam już na drugim roku studiów, mieszkałam w Warszawie i właśnie zaczęłam pracę jako reporter w radiu. Musiałam być z mikrofonem wszędzie, gdzie się coś ważnego działo. Pewnie dlatego tak dobrze te wydarzenia pamiętam. Choć na pogrzebie Religi chyba akurat nie byłam. Ogólnie wymigiwałam się z konieczności chodzenia na pogrzeby ważnych ludzi, dopadły mnie dopiero po katastrofie smoleńskiej. Zmierzam do tego, że dla mnie to było jakoś bardzo niedawno, a dla Ciebie do zamglone wspomnienia z gimnazjum. Też mam takie wspomnienia. Kiedy byłam w gimnazjum, chyba w pierwszej klasie, był atak na World Trade Center. Pamiętam do dziś, jak wróciłam ze szkoły do domu, a mama siedziała i oglądała to w telewizji. potem wszyscy długo o tym mówili . I bali się wąglika. A my podkładaliśmy w różnych miejscach w szkole koperty z białym proszkiem. Nie było wtedy ani Facebooka, ani nawet Naszej Klasy. I używało się Nokii 3310.

    OdpowiedzUsuń
  2. najlepszą rekomendacją jest fakt, że żadnej minuty poświęconej na oglądanie tego filmu nie żałujesz ; )

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...