19 lutego 2015

Mój idealny tydzień


Wykorzystuję 100 % swojej doby. Ma szkielet, na którym się opieram, ale wystrzegam się rutyny. Szkieletem mojego dnia nazywam nawyki i rytuały, które pomagają mi się lepiej zorganizować. 
Śpię fazami. Zasypiam o 24 (w masce), wstaję o 6. Wyłączam budzącą mnie I need a minute, zakładam ciepłe, różowe kapcie oraz jeszcze bardziej różowy szlafrok i już nie mam wymówki, że zimno, więc zostanę pod kołdrą. Rano mam mnóstwo energii i chęci, bo wiem, że zaraz zjem pyszne śniadanie. Ale najpierw piję wodę z cytryną i imbirem.
Prawie nigdy nie jem rano kanapek. Staram się żeby ten najważniejszy posiłek w ciągu dnia był różnorodny: omlet, owsianka, jajecznica, jogurt z muesli, sałatka, pożywny koktail... na co tylko mam ochotę. Potem przygotowuję jeszcze jedzenie do szkoły i tu też staram się wystrzegać nudy: marchewki, owoce, cieciorka, jogurt + oczywiście kanapki.

Ponieważ jestem wyspana, w szkole uczestniczę w lekcjach i notuję (pokochałam samoprzylepne karteczki!). Nie piję kawy, ale zieloną herbatę. Poza nią, również inne zioła (mięta, rumianek, melisa) i bardzo dużo wody. Nie odmawiam sobie słodyczy, ale też nie mam na nie wielkiej ochoty.

W tramwaju się uczę (gdy jadę do szkoły) lub czytam (gdy z niej wracam, albo jadę gdziekolwiek indziej). Po lekcjach mam zajęcia dodatkowe (niemiecki, basen, artystyczne, fotograficzne), które rozwijają moje zainteresowania i pozwalają się wyrwać ze szkolnej rzeczywistości. W domu jem obiad, sprzątam pokój i robię sobie drzemkę. Potem odrabiam zadania domowe (czyt. matematykę) i się uczę.  Najbardziej dumna jestem z tego, że w końcu robię to przy biurku, ba, czystym biurku! Następnie mam czas wolny- wychodzę, piszę z przyjaciółmi, przeglądam internet, oglądam vlogi kręcąc hula-hopem, idę na rolki,  robię coś do jedzenia. Potem ćwiczę i znowu się uczę. Jeśli mam taką możliwość to- rzeczy nieobowiązkowych (stawiam na języki i czytanie blogów specjalistycznych i książek).


Zieloną herbatę piję ostatni raz o 20 i wtedy zjadam ostatni posiłek. Od 22 staram się też już nie wchodzić na facebooka. Rano aktualizuję wszystkie portale. Ciekawość pomaga mi się obudzić. Dzień kończę modlitwą, w której się wyciszam,  podsumowuję dobę, wyrażam wdzięczność i zawierzam kolejne plany Bogu. Mimo, że o 24 zazwyczaj nie chce mi się spać, bo przecież jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, to zakładam maskę na oczy, przytulam misia i po 5 minutach już smacznie chrapię.



To co przed chwilą przeczytaliście pisałam jakiś tydzień temu. Potem niestety jakoś mi się wszystko rozjechało i w tym tygodniu byłam już bardzo przemęczona, zgubiłam moją magiczną maskę, nie spałam zgodnie z fazami snu, do domu wracałam w nocy, a nawał rzeczy na liście to do mnie przytłoczył. Marzyłam tylko o tym żeby lekko zachorować i odpocząć. Mimo zimnych temperatur, zarażających domowników i bieganiu z nie do końca wysuszonymi włosami po dworze, udało mi się to dopiero po 6 dniach. Wiem, dziwne i mało endorfinowe marzenie. Ale potrzebowałam chwili odpoczynku w tym ciągłym biegu z przeszkodami. 
Leżałam całą dobę w łóżku, w końcu się wyspałam, w 2 godziny skończyłam "Wnuczkę do orzechów", (którą próbuję przeczytać już od 2 tygodni) i obejrzałam Miasto 44 oraz Incepcję. Dwóch filmów zazwyczaj nawet w tygodniu nie potrafię obejrzeć. 
Tak więc jestem zasmarkana, ale szczęśliwa. 
W nowym tygodniu będę wykorzystywać pogrubione fragmenty dzisiejszego wpisu. Dodam jeszcze jeden- wracam do Fabryki Endorfin. Chociaż muszę ją pochwalić za samodzielność. Mimo mojej nieobecności codziennie trafiało do niej kilkadziesiąt osób. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...