14 czerwca 2015

Spełniające się marzenia nie pomagają w matematyce

Białe i czarne kule, w urnie, ze zwracaniem. Albo bez. Zostały 3 dni nauki. 3 sprawdziany. Choćby z sentymentu mogłabym dać z siebie wszystko, żeby z klasą zakończyć ten rok. Ale jak mam się skupić na na białych i czarnych kulach, które trzeba wyciągnąć z urny ze zwracaniem, kiedy...
Życie jest takie piękne?




Blog mimo odcięcia blogspotowej końcówki (za co zapłacił usunięciem 500 komentarzy) musi zadowolić się rzadziej niż raz na tydzień spontanicznym tekstem, który wpadnie mi do głowy np. w drodze do sklepu. Spotkania które planuję już od miesiąca ciąglę odsuwam, bo egzaminy, sprawdziany, Lednica, wykłady...A ja mam się zajmować liczeniem jak często wyciągnę białą kulę?

W tle leci playlista "deep focus", na biurku woda z cytryną, zbiór zadań, białe kartki. Jestem na najlepszej drodze do celu. Droga, właśnie! Miałam sprawdzić, jak dojść z wileńskiego dworca na Stare Miasto. 


W piątek idę na koncert Maryli Rodowicz i Krawczyka... sprzedawać zapiekanki. Hotele jeszcze nie błagają mnie o recenzję w zamian za zakwaterowanie w ich najlepszych apartamentach. Trzeba zarobić na nocleg. Trzeba też go w końcu poszukać. Marta, w przyszłym tygodniu. Teraz licz jakie jest prawdopodobieństwo wylosowania co najmniej jednej damy. 

Ale w następnym tygidniu też nie będę miała dłuższej chwili dla siebie, bo przyjeżdżają Niemcy. Właśnie, miałam poszukać jakichś miejsc, które chciałam im pokazać. I sprawdzić repertuar kina. Mogłabym też przejrzeć przewodnik po Krakowie, do którego wybieramy się w środę.

A tydzień później mój pierwszy raz w Łodzi. Nawet nie znam godziny odjazdu, a co dopiero miejsc, które mogłabym zobaczyć. Chętnie bym teraz czegoś poszukała. Ale nie - kury w dwóch kolorach weszły do dwóch różnych kurników!


Przynajmniej z Warszawą nie mam tego problemu. Będę tam tylko kilka godzin i już wiem, że muszę koniecznie zobaczyć Muzeum Powstania Warszawskiego i jeszcze jakieś miejsce, o którym mówiła Kalina, ale zapomniałam. Pewnie coś dla wegetarian. Już teraz oficjalnie oświadczam, że też spróbuję nie jeść mięsa, przez tydzień, który z nią spędzę w Belgii. Szkoda tylko, że jedzenie marchewek to na razie jedyny zaplanowany punkt naszej wycieczki. 



Do tego cztery osiemnastki, praca, spotkania, egzamin przewodnicki, grill, wypad na Ślężę. Aż żal z czegokolwiek rezygnować.

Jeszcze powinnam nauczyć się mapki i w końcu zdać odkładaną od dwóch miesięcy kartkówkę. Ale jak tylko otwieram atlas, od razu zaczynam myśleć, gdzie pojadę w ciągu najbliższego miesiąca. Nawet rysuję sobie ołówkiem drogę do Bratysławy przez Pragę Wiedeń i Budapeszt. Tak, jaram się bardzo i już nawet nie staram nie mówić, o tym jakie super wakacje sobie wymyśliłam. W końcu nadszedł idealny moment, kiedy jestem już prawie pełnoletnia. Ludzie traktują mnie poważnie, mogę sama zarobić, wyszukać najtańsze autobusy i jechać tam, gdzie chcę! 

Sama nie wierzę, że mój "plan sześcioletni" zapisany ponad rok temu, na razie udaje mi się wykonać w 100 %. W tym roku jeszcze zostanie zdać prawo jazdy i egzamin z niemieckiego. No i uczyć się do matury. Ale na razie mogłabym zająć się biosferą, kombinatoryką i termodynamiką. To tylko 3 dni.


Tak powstał kolejny nieplanowany wpis. Musiałam wyrzucić z siebie wszystkie myśli, które krążyły mi w głowie, żeby móc się w końcu zając tym, co konieczne. A że nauki miałam naprawdę sporo, to nawet nie zdążyłam go dokończyć i opublikować. 
Przyjemnie się czyta, o tym ile pracy ma się przed sobą, gdy to wszystko już za tobą. Mogę leżeć w ogródku na trawie objadając się czereśniami, poprawiając zdobytą wczoraj nad jeziorem opaleniznę i nie myśląc o dwukolorowych, ponumerowanych kulach w trzech różnych urnach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...