4 marca 2015

2 filmy o geniuszach, które miały mi pomóc polubić matematykę


Jak już o czymś piszę i w ogóle mam czelność doradzać ludziom na swoim niedorosłym pastelowym blogu, to chociaż chcę podawać informacje sprawdzone i pisać o rzeczach, które nie tylko fajnie wyglądają, ale którymi faktycznie żyję. Tak jest z zasadą pięciu osób. Bardzo często przekonuję się o jej pozytywnym działaniu. Dlatego miałam nadzieję, że pomoże mi też w sferze mojego życia, w której mam ostatnio małe problemy. Tej na "M".

Wszechobecnej, budzącej ambiwalentne uczucia matematyce.
Znalezienie 5 osób, które ogarniają ten przedmiot nie było trudne. Większość moich przyjaciół to mądrzy ludzie, niemający większych problemów z cyferkami. Pewnie tylko dzięki nim wciąż wierzę, że pięknie napiszę maturę z matematyki rozszerzonej, żeby móc dostać się na... prawo i nie mieć więcej do czynienia z królową nauk.
Ale ostatnio mi nie wystarczyli. 3 jedynki pod rząd uznałam za znak. Czyżby moi genialni przyjaciele byli za mało genialni? Może potrzebuję towarzystwa jakiegoś geniusza, profesora, najlepiej noblisty? 

No dobrze, miałam porobić zadanka, ale widocznie lepiej będzie jak zakręcę się obok jakiegoś starszego pana z czterema literkami i kropką przed nazwiskiem. W skrócie- obejrzę film. Nawet 2.



"Piękny umysł" i "Teoria wszystkiego" to produkcje bardzo do siebie podobne. Obie opowiadają o życiu człowieka całkowicie oddanego swojej pasji. (Podobno matematyka i fizyka mogą być hobby!) Zarówno film Rona Howarda, jak i Jamesa Marsha jest oparty na faktach, a ich główni bohaterowie żyją do dziś. Kojarzyłam wykrzywioną twarz Stephena Hawkinga, ale o nobliście Johnie Nashu nigdy wcześniej nie słyszałam.

Ale mimo bardzo wielu podobieństw, (przez które pozwoliłam sobie nieprofesjonalnie wrzucić 2 tytuły do jednej recenzji) to są dwie inne historie.

Stephen to student Cambridge, który chce odkryć jedno pojedyncze równanie, które wyjaśni wszystko we wszechświecie. 
Już w drugiej minucie filmu poznaje Jane i zakochuje się ze wzajemnością. Zadziwia wykładowców swoją inteligencją, zdobywa kolejne sukcesy na uczelni, gdy nagle dowiaduje się, że już do końca życia (którego czas szacowano na 2 lata) będzie sparaliżowany, bo choruje na stwardnienie zanikowe boczne (tzw. ALS- brzmi znajomo? Tak, idea wylewania na siebie wody z lodem z założenia miała zwiększyć świadomość społeczną istnienia tej strasznej choroby).



Nash studiuje w Princeton. Zamiast chodzić na zajęcia woli obserwować otoczenie (np. gołębie i kobiety), mając nadzieję na wymyślenie oryginalnej teorii, która powali wszystkich na kolana. Jest mrukliwy, wredny i bezpośredni. Dlatego na wątek romantyczny trzeba trochę poczekać. Ale nawet, gdy w świecie Nasha pojawia się piękna studentka, jego życie nie przypomina sielanki. Bardziej film akcji, bo pracuje dla wywiadu wojskowego. A może nawet lekki horror, gdy okazuje się, że ważni dla niego ludzie i wydarzenia po prostu nie istnieją.

Niestety (a może na szczęście) matematyki w tych filmach jest tyle, co papieru w szkolnej toalecie po trzeciej przerwie. Ona (matematyka, nie toaleta) jest, ale stanowi raczej tło dla dramatu Nasha i Stephana. Nie trzeba nawet znać ułamków, żeby zrozumieć historię rozgrywającą się na ekranie, bo dominuje inna wartość, też na "m".



Jak już kiedyś wspominałam - nie znam się na technicznych aspektach kina. Nie potrafię wyłapać błędu w scenografii, czy kostiumach, ani ocenić tonacji i rytmu muzyki. Moje zmysły przekazują mi proste informacje: to jest piękne; ujdzie; ohyda; w ogóle mi to tu nie pasuje (oten głos słyszałam kilkakrotnie oglądając Miasto 44); nie mogę tego słuchać.

Czas akcji obu filmów to XX wiek. Miejsce: uniwersytet i dom. Stroje i scenografia są więc podobne. Bardzo podobały mi się niektóre sukienki głównych bohaterek i garnitury panów ze "środowiska naukowego". A muzyka? Po prostu piękna, Właśnie przy melodii lecącej do napisów końcowych powstaje ten tekst.

Podsumowując- oba filmy uważam za warte obejrzenia. To 4 godziny ciekawej fabuły, dobrego aktorstwa (nie łatwo jest zagrać chorego człowieka), ładnych kobiet i przyjemnej muzyki. I chociaż nie nie dały mi matematycznej ani fizycznej wiedzy, ani nawet szczególnej motywacji do nauki tych przedmiotów, to pozostawiły jedną myśl- MOŻESZ OSIĄGNĄĆ CO TYLKO ZECHCESZ. To oklepane zdanie nabiera wartości po poznaniu historii sparaliżowanego autora "Krótkiej historii czasu" przetłumaczonej na 35 języków i sprzedanej w ponad 10 milionach egzemplarzy oraz twórcy teorii czarnych dziur i noblisty- schizofrenika .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...