3 stycznia 2015

Znowu najlepszy rok mojego życia


I się zaczęło, fajerwerki, krzyki na balkonie i przespany 1 stycznia. Wszyscy już dawno Cię zapomnieli, a ja pozwolę Ci być jeszcze przez chwilę w centrum uwagi. No, 2014, czas Cię przejrzeć. Przelotnie, bez głębokich rozmyślań (je zostawiłam w notesie), instagramowo. ( Więcej zdjęć na moim profilu, który znajdziecie klikając tu, albo na "ikonkowej liście" gdzieś z prawej strony bloga)


Patrząc po zdjęciach styczeń musiał być dobry, bo tak piękne niebo jest tylko podczas wyżu. A wtedy mam znakomity humor. Nawet dodaję selfie pod kolor nieba.




Przyszły ferie i czas na bieganie, szwendanie po Wrocławiu, czytanie, próbowanie gry na gitarze i robienie dziwnego jedzenia (ciasteczka z tego co zostanie w sokowirówce).


To ostatnie mi zostało na dłużej. Przechodziłam już fazę wegańską, otrębową, sokową i owsiankową. W tym roku spróbuję wybrać co najlepsze.

 No i przyszła wiosna- najpiękniejsza pora roku. Czas kwiatów, spódnic i rowerów.



A także wymiana z Niemcami, która pozostawiła jedne z najmilszych wspomnień tego roku. Do poczytania i pooglądania (reszta zdjęć zniknęła ;c)
Sielanka po niemiecku
Spacerkiem do Francji, niemiecka szkoła i wizyta u burmistrza
Najpiękniejsze miejsca nad Renem (3 kraje w jeden dzień)
Jak zobaczyłam Europę w jeden dzień? Spełnienie dziecięcych marzeń
Perełki w perle Alzacji- trochę głębiej we Francji (Strasburg)



Kolejny raz granicę przekroczyłam z klasą. Chociaż samą organizację wycieczki uważam za słabą, to Pragę pamiętam jako piękne miasto, do którego wrócę w tym roku. Bez przewodnika, który każe przez 6 godzin biegać po mieście, a potem zamyka w akademiku.
Foto-relacja z wycieczki


W porównaniu z rokiem 2013, ten był dużo spokojniejszy. Nie musiałam uczyć się do egzaminów gimnazjalnych i DSD.
Zaczęłam uczyć się na bieżąco przywiązując wagę do przedmiotów rozszerzonych i języków. Pierwszą klasę skończyłam usatysfakcjonowana mimo braku (pierwszy raz w życiu ;) czerwonego paska na świadectwie.
Poza kilkoma ciężkimi tygodniam (czyt. semestralne i 6 sprawdzianów w tygodniu) miałam naprawdę dużo czasu na sprawy nie związane ze szkołą.
Przeczytałam ok. 40 książek. Tak słaby wynik to efekt to efekt przerzucenia się na blogi i magazyny. W tym roku nie zapomnę brać ich do tramwaju i przeczytam 50.
Zaczęłam też bawić się w fotografię analogową.







Ale zanim Mikołaj przyniósł mi Zenita, w końcu kupiłam sobie cyfrową lustrzankę. Tym bardziej jestem dumna z tego zakupu, że w większości sfinansowałam go za pierwszą w życiu wypłatę (a nawet dwie). O moich cierpieniach w zielonej koszulce możecie poczytać tu i tu.  


A na moim pierwszym w życiu urlopie pojechałam na pierwszą w życiu samodzielną zagraniczną wycieczkę.
10 darmowych miejsc, które trzeba zobaczyć w Berlinie
14,5 rzeczy, które mnie zdziwiły w Berlinie


Jednak wakacje to też cudowny czas spędzony w Jugowicach, nad jeziorem, w Kodniu i wrocławskich lodziarniach. W lipcową bezchmurną noc oblewałam swoje 17 urodziny Piccolo i rozmawiałam z ludźmi jedzącymi kisiel w starej, wiejskiej kuchni.




Z innych krajowych "wycieczek" byłam w Górach Stołowych i Izerskich, w Krakowie, Warszawie i Opolu oraz ukochanym Pakosławsku. W tym roku chciałabym trochę więcej pochodzić po górach i zobaczyć jakieś polskie miasto, w którym dawno nie byłam.


Przyszła jesień, którą uczciwie można nazwać złotą. Czas na jedzenie tiramisu pod dębem, nowe buty, koncert happysadu, wyjście do opery i trzy wizyty w teatrze oraz polskie jabłka!



To instagram, musi być jedzenie.



A potem już tylko odliczanie dni do Świąt Bożego Narodzenia, szukanie prezentów, wysyłanie kartek, selfie w bombce, choinka (tak, przyjrzyj się, to jest choinka) ze zdjęć, Wigilia, Pasterka, śpiewanie kolęd i mordowanie czekoladowych Mikołajów. 



To że nie wspomniałam o nikim poza mną nie oznacza, że jestem egoistką, czy samotniczką. Fabryka Endorfin nie jest konfesjonałem i jeśli opisuję tu swoje życie, to tylko sprawy mało istotne i przede wszystkim nie naruszające prywatności innych.
Ale mimo że w tym poście nie znajdziecie żadnego #frendsie, to ludzie, a nie słońce i czekolada, sprawili, że każdy dzień przyniósł mi powód do radości, a ok. 300 razy zasypiałam z myślą: JESTEM SZCZĘŚLIWA.

Jak zwykle z poślizgiem ;)

Pozostałe 65 razy zasypiałam myśląc, że nie umiem matematyki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...